Przemyślenia

Ludzie nie doceniają stałych rzeczy które ich otaczają, do póki nie mają świadomości, że nie stracą ich, lub nie rozstaną z nimi na dłuższy czas.

Kiedy człowiek uświadamia sobie, że za kilka dni lub tygodni będzie w całkiem obcym, odległym miejscu zaczyna cieszyć się najmniejszą chwilą. Cieszy każdy promień słońca, każdy lekki powiew wiatru przynoszący zapach drzew i kwiatów. Cieszy znajomy zapach babcinego obiadu, perfum mamy i delikatny dotyk miękkiej sierści kota ocierającego się o nogi. Bardziej niż zwykle cieszy każde wyjście ze znajomymi, czas spędzony z rodziną, czy znajomy smak polskiego piwa. ;)

Oczywiście, jest się zachwyconym możliwością przeżycia czegoś nowego, zobaczenia nowych miejsc, poznania ludzi, przeżycia przygody, ale jeszcze przed wyjazdem uświadamia się sobie jak bardzo będzie się tęsknić za tym wszystkim co się zostawia, ludźmi, miejscem, zapachami, potrawami. Wszystkim, czego nie będzie się mieć będąc tam daleko, goniąc za marzeniami po drugiej stronie oceanu.

I cały czas ma się nadzieję, że będzie warto.

Urodzinki

Najmłodszy z moich podopieczych, Zeke, miał kilka dni temu urodziny. Miałam ochotę wysłać mu wielki prezent, ale bałam się, że nie dojdzie, więc ograniczyłam się do kartki i symbolicznej świeczki z cyferką 5. Dotarły idealnie na czas! Dostałam filmik z podziękowaniami od mojego szkraba, a takze po urkdzinach zdjęcie ze zdmuchniętą przez niego świeczką.
Nie sądziłam, że sprawi mi to tyle frajdy:)

image

Stały kontakt

Nie wiem jak wy, ale uważam, że warto być w stałym kontakcie z przyszłą rodzinką. Pewnie przesadzam, ale osobiście zaczynam się martwić kiedy moja hostka długo nie odpisuje na moje wiadomości.
Lubię kiedy do mnie pisze, czuję wtedy, że faktycznie na mnie czekają. Wysyła mi zdjęcia chłopców i filmiki, pisze co robią. To naprawdę fajne:)
Najmłodszy z moich podopiecznych za parę dni ma urodziny. Kartka już poszła parę dni temu. Mam nadzieję, że dojdzie na czas i że maluch się ucieszy.
Cały czas zastanawiam się co mogę przywieźć im z Poldki. Jakieś pomysły?

Perfect Match

Moje konto było założone od bardzo niedawna. Właściwie miałam room otwarty od 6 czerwca, a 19 czerwca poznałam rodzinkę, która dwa dni temu powiedziała mi, że chcą spędzić ze mną kolejny rok albo i dwa:)

Ale po kolei .

Najpierw była rodzina P. Totalnie zróżnicowana etnicznie, z trójką ślicznych dzieci, spod Seattle. Wszystko pięknie, tylko to miasto. Zależało mi na ciekawszym klimacie, poza tym to była pierwsza rodzina. Chciałam mieć jakiś wybór. Ale pod dwóch dniach zniknęli z mojego profilu.

Następnie była rodzinka D. Z matką polką i o ile dobrze pamiętam trójka dzieci, z New Jersey. Mieliśmy przez chwilę kontakt mailowy, ale nie zgraliśmy się co do terminów. Przez staż i obronę licencjatu mogę wyjechać dopiero w październiku, a oni potrzebowali kogoś na wrzesień.

Później była rodzinka G. która na pierwszy rzut oka wydawała się całkiem sympatyczna, ale z jakiegoś powodu wiedziałam, że ich nie chce, dlatego nawet się nie odzywałam. Też byli z New Jersey i mieli dwójkę dzieci. Rodzice jednak pochodzili z Rosji, byli Żydami i jakoś nie byłam w stanie się do nich przekonać.

Następnie 19 czerwca na moim koncie pojawiła się rodzinka F. z Conecticut. Zakochałam się jak tylko ich zobaczyłam. Wiedziałam, że to musi być mój PM i nawet nie czekałam na wiadomość od nich tylko sama się odezwałam. Następnego dnia miałam już rozmowę przez Skypa z Hostką. Już po pierwszych kilku zdaniach wiedziałam, że naprawdę chcę tą rodzinę. Poznałam najstarszego i najmłodszego z chłopców, psa i zobaczyłam kawałek domu i wiedziałam, że to moje miejsce. Takie uczucie jakby się znalazło swój drugi dom. Rodzinka mieszka godzinę drogi od NYC i 40 minut od miasta w którym jako Au Pair jest P. z mojego rodzinnego miasta. Mają trzech chłopców w wieku 12, 9 i 5 lat, wielkiego, łagodnego psa i piękny dom.

W międzyczasie, kiedy przez chwilę byliśmy rozłączeni, odezwała się do mnie rodzinka B. która chciała ze mną porozmawiać, jednak zanim im odpowiedziałam dostałam już odpowiedź od F.

26 czerwca, dokładnie dzień po moich urodzinach, Hostka poprosiła mnie o rozmowę po to, żeby dać mi najlepszy prezent urodzinowy – wiadomość, że chcą żebym była z nimi. Chyba już dawno nie byłam tak szczęśliwa.

Cały czas mamy kontakt mailowy i przez WhatsApp, dostaję zdjęcia i filmiki i już nie mogę się doczekać aż poznam ich na żywo. A do października jeszcze tak daleko!!

Początki w skrócie ;)

No dobra, wszystko zaczęło się od tego, że parę ładnych lat temu, pewna mała osóbka cholernie nakręciła mnie na Stany Zjednoczone. Nie pamiętam już jak, nie pamiętam dlaczego, ale postanowiłam wtedy, że po prostu muszę je koniecznie zobaczyć!

Dni spędzone w sieci na wyszukiwaniu najlepszych możliwości w końcu przyniosły efekty. Au Pair. Byłam pewna już, że własnie na to chcę jechać. Problem polegał na tym, że wtedy byłam jeszcze za młoda. Później szkoła i kilka innych komplikacji uniemożliwiało wylot, sprawiało, że przekładałam go na później. Prawdopodobnie właśnie na ten moment. :) W końcu szkoła się skończyła, komplikacje zniknęły, praca nie była przeszkodą, a kolejna zwariowana osoba, którą z kolei ja nakręciłam na wyjazd, powiedziała „W Katowicach jest spotkanie. Idziemy?”. I poszłyśmy. Parę dni później aplikacja była już złożona. Początkowo planowana marcowa data wylotu zmieniła się na październik tego roku i aż sama nie wierze, ale udało się. Szóstego października wylatuję do mojej wymarzonej Ameryki.

Chyba dalej w to nie wierzę!